Mapa

Iłża – Wąchock | 55 km

15 września 2019

W związku z naszym trzydniowym pobytem w Radomiu, postanowiliśmy wykorzystać okazję i drugi dzień poświęcić na zwiedzanie położonych jeszcze dalej na południe zakątków Mazowsza. Podjechaliśmy zatem do bardzo urokliwego miasteczka, Iłży – i to właśnie tutaj rozpoczęliśmy naszą wycieczkę.

Już na parkingu czekały na nas wspaniałe widoki – od razu mogliśmy zobaczyć usytuowany na wzgórzu Zamek Biskupa Grota pochodzący z XIV wieku. Najstarszy jego fragment to wysoka wieża. Do dziś przetrwała niestety nieduża część zamku – jak podają źródła – od XVII w. zaczął on bowiem służyć okolicznym mieszkańcom jako idealne źródło budulca swoich domów…

Niedawno na górze zbudowano taras widokowy.

My zamiast wdrapać się na wzgórze, na początku pokręciliśmy się po mieście.

W miejscu baru ze zdjęcia poniżej (ul. Przy Murach), działał podobno kiedyś młyn wodny, ale spłonął w latach 60.

Przydomowa jabłonka na ulicy Przy Murach, a w tle widok na górę zamkową.

Tuż obok znajduje się kościół Św. Ducha. Powstał w 1448 roku, ale później niestety został zniszczony w pożarze. W 1774 r. wyremontowano go. Kolejne zniszczenia kościoła wiążą się z działaniami I wojny światowej, po których znowu został odbudowany.

Następnie podjechaliśmy na rynek miasta. Było to trochę skomplikowane, ponieważ niektóre uliczki pozamykano. Tego dnia odbywał się bowiem Iłżecki Półmaraton Charytatywny.

Iłża słynęła przez długie wieki ze swych wyrobów garncarskich. Podobno tutejsza glina była najlepszej jakości. Iłżeckie produkty wysyłano nie tylko do wielu miast Polski, ale również na Litwę, Białoruś, a nawet do Szwecji. Rzemiosło to podupadło jednak w latach potopu szwedzkiego, ale później (w XVIII – XIX w.) znowu zaczęło częściowo odzyskiwać znaczenie. Już po II wojnie światowej tutejsi garncarze zajmowali się głównie wyrobem ceramiki „cepeliowskiej”.

Historię tego rzemiosła można poczuć bliżej, odwiedzając niezwykły zabytek znajdujący się przy ulicy Wójtowskiej (jadąc w kierunku Jedlanki Starej). Jest to piec garncarski należący do rodziny Pastuszkiewiczów, postawiony w I połowie XIX wieku. Na pierwszy rzut oka wygląda jak pradawna budowla.

Wapienna obudowa miała chronić okoliczne domy przed zaprószeniem ognia. W środku znajdują się dwa piece: większy do wypału naczyń i mniejszy do wypału drobnej ceramiki dekoracyjnej. Wysokość pieca to 5,65 m., a średnica na poziomie ziemi wynosi 12 metrów. Kiedy w 1962 r. umarł właściciel, Stanisław Pastuszkiewicz, praca pieca została zatrzymana.

Tak na marginesie, ciekawa historia wiąże się również z innym zakładem garncarskim w Iłży, fabryką fajansu Sunderland, założoną przez przybyłą tu z Anglii rodzinę żydowską. Przy ulicy Podzamcze można jeszcze dostrzec jednopiętrowy budynek – pozostałość fabryki. Co ciekawsze, rodzinę Sunderlandów odwiedzał w Iłży sam Bolesław Leśmian. To właśnie tutaj, podczas swojego pobytu w 1917 r. intensywne przeżycia w ogrodzie na tyłach domu zainspirowały go do napisania słynnego wiersza „W malinowym chruśniaku”!

Po obejrzeniu pieca wyjechaliśmy z Iłży. W miejscowości Seradzice skręciliśmy w las.

Chwilę później przekroczyliśmy granicę województw – świętokrzyskie powitało nas takim oto piachem… Nie poddaliśmy się łatwo! 😉

Niedługo potem dotarliśmy do miejscowości Mirzec, gdzie zatrzymaliśmy się przy „Modrzewiowym Dworku”. Trafiliśmy chyba akurat na odbywające się tu wesele (albo poprawiny… była w końcu niedziela…).

Teren posiadłości, wraz z otaczającym ją parkiem, należał kiedyś do rodziny Prendowskich – bohaterów powstania styczniowego. W ówczesnym murowanym dworku spotykali się u nich przywódcy i organizatorzy powstania. Po stłumieniu powstania małżeństwo zostało niestety aresztowane, a dworek wyburzono. W jego miejscu, na zlecenie rosyjskiego generała Konstantego Eggiera, stanęła modrzewiowa willa w stylu alpejskim.

Kiedy Polska odzyskała niepodległość, w dworku umieszczono sierociniec, a później Dom Dziecka. Obecnie jest to własność prywatna, w której można urządzać bankiety czy inne imprezy.

Na terenie parku, blisko bramy wjazdowej, warto obejrzeć jeszcze najgrubszy wiąz szypułkowy w Polsce.

Z Mirca udaliśmy się do Wąchocka. Do miasta wjechaliśmy od strony północnej, przy ruinach dawnego zakładu metalowego.

Pierwotnie powstała tu koksownia, jednak szybko zniszczyła ją powódź. W latach 30. XIX w. wybudowano już w tym miejscu zakłady metalowe. Produkowano w nich m.in. narzędzia rolnicze. Funkcjonował też młyn wodny.

W późniejszym czasie powstała również piętrowa willa widoczna na poniższym zdjęciu. Pełniła rolę mieszkalno-administracyjną. Budynek nazywany jest pałacem Schoenberga – od nazwiska właściciela zakładów.

Po II wojnie światowej rodzina Schoenbergów musiała opuścić Wąchock ze względu na swoje niemieckie korzenie. Wtedy też obiekt został przejęty przez państwo. Obecnie jest własnością prywatną.

Ruiny można zobaczyć lepiej podjeżdżając od drugiej strony.

Tędy przepływa też rzeka Kamienna, na której niedawno (w 2008 r.) powstał zalew. Stworzono go w miejscu przedwojennego zbiornika. Tamten służył do celów przemysłowych zakładu metalowego – istniał do lat 40. XX wieku.

Nowy zalew ma 18 ha powierzchni i pełni funkcje zbiornika retencyjnego. Nie wyznaczono tu kąpieliska, ale przy jego brzegach powstała np. siłownia na wolnym powietrzu czy oświetlona promenada. Dla okolicznych mieszkańców jest też miejscem połowu ryb. 

Nad zalewem trochę wiało.

Po krótkiej przerwie przejechaliśmy na drugą stronę ulicy. Tam zobaczyć można pomnik najbardziej kojarzący się tematycznie z miasteczkiem – pomnik sołtysa.

Nie do końca wiadomo dlaczego akurat właśnie Wąchock i jego sołtys stały się obiektem tak wielu dowcipów. Przecież w mieście władzę sprawuje burmistrz… Jednak od jakiegoś czasu powoływany jest tutaj także Honorowy Sołtys!

Jeden z wąchockich żartów:

Wyjeżdżając już powoli z Wąchocka, podjechaliśmy jeszcze pod Opactwo Cysterskie.

Cystersi przybyli tu już w 1179 roku z francuskiej Burgundii. Natomiast murarze stawiający później opactwo pochodzili z Toskanii (powstało ono w latach 1218-1239). Ściany budowano wtedy z warstw układanego w pasy piaskowca, na przemian w kolorze czerwonawym i szarym, co można jeszcze dzisiaj dojrzeć w budynku.

Będąc tutaj, oprócz samego kościoła i klasztoru, można jeszcze zwiedzić założone tu Muzeum Pamięci Walki o Niepodległość Narodu.

W dalszej drodze mieliśmy jeszcze okazję popatrzeć na rzekę Kamienną.

Kiedy dojechaliśmy do Starachowic zrobiło już się dosyć późno, dlatego zatrzymaliśmy się tylko na chwilę przy jednym z siedmiu Starów – pomników. Nam trafił się wojskowy model Star 266. Jego wersja 266R brała udział w Rajdzie Paryż Dakar w 1988r. Pojazd można obejrzeć w Muzeum Przyrody i Techniki im. Jana Pazdura, gdzie obok samochodów i osady starożytnych hutników można również zobaczyć tropy dinozaurów sprzed 200 mln lat.

Po małej przekąsce i ustaleniu drogi powrotnej ruszyliśmy w kierunku Iłży z nadzieją, że uda nam się tam dotrzeć przed zmrokiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *