W połowie września, kiedy lato zbliżało się już ku końcowi, postanowiliśmy zorganizować sobie mały wypad poza Warszawę, na taki lekko przedłużony weekend. Jako cel obraliśmy Radom.
Musieliśmy przecież w końcu odwiedzić największe (pomijając oczywiście stolicę) miasto Mazowsza. Jak wszyscy wiemy, Radomowi przypisuje się niechlubną etykietę najbrzydszego miasta w Polsce. Po tym krótkim pobycie uważamy, że niesłusznie. Zobaczcie zresztą naszą relację sami.
Zaczęliśmy od zwiedzania samego miasta. Wystartowaliśmy w samym centrum. Pierwszy punkt, przy którym na chwilę przystanęliśmy, to ul. Niedziałkowskiego 26, czyli dom, w którym urodził się i spędził dzieciństwo wybitny filozof, profesor Leszek Kołakowski. Na elewacji kamienicy umieszczono tablicę pamiątkową.
Chwilę później na parkingu koło urzędu miejskiego…
Szybko dotarliśmy do Żeromskiego, czyli reprezentacyjnej ulicy miasta.
Na poniższym zdjęciu, w tle napisu widać gmach Pałacu Sandomierskiego. Wybudowany został w 1827 r. według projektu Antonio Corazziego. Swoją siedzibę ma tu urząd wojewódzki i urząd miejski, ale również z budynku korzystają instytucje kulturalne – znajdująca się w środku sala koncertowa zarządzana jest przez Radomską Orkiestrę Kameralną, a w innej części Galeria Dziedzictwa Kulturowego.
Na ul. Żeromskiego pod numerem 51 dostrzec można napis „Skład Win od 1893 r.”, choć mieści się tu obecnie piekarnia.
Przed wojną istniała tu słynna restauracja bardzo małych rozmiarów, o nazwie „Pod Mosiężnym Rakiem”. Jej właściciel, Stanisław Wierzbicki, słynął ze swych kulinarnych umiejętności, a knajpa nosiła miano jednej z najlepszych w Europie. Bywali tu nie tylko znani Polacy, jak np. Wojciech Kossak, prezydent Ignacy Mościcki (któremu właściciel podobno nie pozwolił włożyć plasterka cytryny do herbaty, bo byłaby to profanacja zasad menu), ale również Cesarz Wilhelm II czy generał Charles de Gaulle. Miejsce przestało istnieć kiedy Wierzbicki trafił do więzienia za malwersacje finansowe, a niedługo po tym zmarł.
Przy ul. Żeromskiego, a ściślej, na Placu Konstytucji 3 Maja odsłonięto niedawno (w 2016 roku) pomnik-stoliczek profesora Leszka Kołakowskiego.
Z drugiej strony placu mamy z kolei inny pomnik, również w formie stolika – upamiętniający Witolda Gombrowicza. Został odsłonięty rok później, w 2017 r.
Ten wybitny pisarz bywał w Radomiu przy okazji odwiedzin u brata. Ponadto Radom promując się jako miasto kultury, organizuje Festiwal Gombrowiczowski (jest to festiwal teatralny) oraz Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza.
W tle za pomnikiem pisarza stoi Pałac Karschów i Wickenhagenów z XIX wieku, wybudowany jako rezydencja dla przemysłowców radomskich.
Jadąc dalej, teraz już ulicą Piłsudskiego, pod numerem 9 minęliśmy dom Józefa Brandta – malarza i właściciela majątku Orońsko, który to odwiedziliśmy rok wcześniej – relację możecie przejrzeć tutaj.
Kamienica ma bardzo ozdobną fasadę.
Jadąc wzdłuż ulicy Sienkiewicza naszą uwagę zwrócił dom znajdujący się pod numerem 12.
Jak można zobaczyć na poniższym zdjęciu, budynek ma bardzo interesujący wygląd – przypominający francuskie pałace, z niesymetryczną fasadą i mansardowym dachem. Wybudowany został w stylu eklektycznym – oprócz francuskiego renesansu, detalami nawiązano w nim do gotyku i sztuki romańskiej.
Jak się później dowiedzieliśmy ma on bardzo ciekawą historię. Powstał w 1914 roku według projektu Józefa Piusa Dziekońskiego (autora np. radomskiej katedry), dla Macieja Glogiera – prawnika i działacza społecznego, skrzypka i wiolonczelisty, senatora II RP i dyrektora Szkoły Muzycznej im. Chopina. Rodzina Glogierów mieszka zresztą tutaj do dziś i ma udziały w kamienicy. Po II wojnie światowej, podczas której przeszli oni przez koszmar obozów koncentracyjnych, a brat Macieja, Zdzisław, jako oficer AK bronił Modlina, powrócili do Radomia. Jednak od 1945 r. do 1995 r. budynek zajmowany był przez różne instytucje artystyczne i oświatowe. Najpierw powstała Wolna Szkoła Rysunku, Malarstwa i Rzeźby Wacława Dobrowolskiego (nauczyciela m.in. Andrzeja Wajdy), przekształcona później w Państwowe Ognisko Plastyczne, a w latach dziewięćdziesiątych siedzibę miała tu Miejska Pracownia Urbanistyczna.
Kolejnym punktem na naszej trasie był park im. Tadeusza Kościuszki, wcześniej nazywany Ogrodem Saskim.
Najpierw podjechaliśmy do altany pochodzącej z lat 20. XX w.
Trafiliśmy akurat na lokalny występ artystyczny… Zobaczcie sami:
Następnie w dalszej części parku minęliśmy popiersie Fryderyka Chopina.
Później, na skraju parku, pomnik Jana Kochanowskiego (raczej niezbyt udany…).
Chwilę potem dotarliśmy do ciekawostki – radomskiej perełki ukrytej w podwórzu, przy ul. Żeromskiego 28. Jest to budynek z czerwonej cegły, pochodzący z XIX w., który należał do drukarza Jana Kantego Trzebińskiego.
Powstawały tu wtedy książki, afisze, pisma urzędowe czy gazety. Profil drukarni nastawiony był na popularyzację sztuki i nauki oraz podnoszenie kultury mieszkańców miasta. Jan Kanty uważany jest za jednego z pionierów przemysłu poligraficznego w Radomiu.
Drukarnię zaprojektował wybitny architekt – profesor Adolf Szyszko-Bohusz, który kierował też np. odbudową zamku na Wawelu.
W czasie wojny funkcjonowała tutaj drukarnia niemiecka, a już po wojnie, kawiarnia „Lamus”, później restauracja „Zacisze”. W latach 60. XX znowu tu drukowano, a obecnie niestety budynek jest opuszczony.
Z ciekawą historią tego miejsca można bliżej zapoznać się tutaj.
Nadal kręcąc się po ulicy Żeromskiego, ale zbliżając się już do rejonu Miasta Kazimierzowskiego, obejrzeliśmy jeszcze Kościół i klasztor ojców Bernardynów. Jego budowę zaczęto w 1468 r.
I ciekawostka: przed klasztorem stanął niedawno dosyć mocno kiczowaty pomnik Marii i Lecha Kaczyńskich.
Na naszej drodze natknęliśmy się na kolejny słynny dom – miejsce zamieszkania i twórczości Jacka Malczewskiego. Stoi przy ulicy… Malczewskiego 8 🙂
To tutaj powstał np. obraz „Portret siostry Heleny przy fortepianie”.
Zaraz przy domu malarza, znajduje się Resursa Obywatelska.
Została wybudowana w połowie XIX wieku. Urządzano tutaj bale, koncerty czy przestawienia teatralne, a dochody z jej działalności przeznaczano na prowadzenie szpitala Św. Kazimierza. Zresztą w czasie I wojny światowej jej wnętrza przeznaczono na szpital wojenny. W okresie międzywojennym znów pełniła funkcję kulturalną.
Podczas II wojny światowej doszło tu do zamachu na komendanta policji w Radomiu Fritzmana, a inni hitlerowcy odnieśli rany.
Po wojnie ponownie wróciła do resursy kultura – funkcjonowały w niej m.in. dwa kina, a obecnie mieści się tu Ośrodek Kultury i Sztuki.
Na skwerze przy Resursie postawiono pomnik Jacka Malczewskiego.
Kiedy przyglądaliśmy się resursie z bliska, naszą uwagę zwrócił „leżący” na murze przed wejściem pistolet…
Jak się okazało rzeźba produkowanego w Radomiu pistoletu Vis powstała w ramach projektu Budżetu Obywatelskiego i jest jedną z 14 takich „mini pomników” umieszczonych w centrum miasta. Kiedy następnym razem wrócimy do Radomia będziemy szukać innych – m.in. maszyny do szycia Łucznik, butów sofix czy serka homogenizowanego Rolmlecz 🙂
Autorem rzeźb jest Sławomir Micek (artysta, który stworzył również wspominany wyżej stolik Gombrowicza).
Spod Resursy skierowaliśmy się na ulicę Wałową, gdzie można jeszcze zobaczyć pozostałości dawnych murów miejskich i zamku, pochodzących z czasów Kazimierza Wielkiego.
Mury miały długość około 1100 metrów, a ich wysokość dochodziła do 9 metrów.
Skoro znaleźliśmy się już na terenie dawnego Miasta Kazimierzowskiego, podjechaliśmy na jego rynek. To tutaj wzniesiono pierwszy radomski ratusz (również za Kazimierza Wielkiego, w połowie XIV wieku). Natomiast obecny neorenesansowy gmach widoczny na zdjęciu poniżej, postawiono w połowie XIX w. według projektu Henryka Marconiego. Mieści się tu teraz Archiwum Państwowe.
Na rynku wzrok przyciągają też niewątpliwie dwie najstarsze radomskie kamienice – Gąski i Esterki. Niestety ich urok zakłócił nam odbywający się właśnie remont.
Pierwsza z nich została wybudowana dla rajcy miejskiego Stanisława Gąski w XVII, a może nawet w XVI wieku. Mieściła się w niej apteka Włocha Christiana Valentino, a później skład piwa. Podobno podczas swych wizyt, zatrzymywał się tutaj szwedzki król Karol Gustaw.
Z kolei dom Esterki wybudowano dla radomskiego mieszczanina Ignacego Gaczkowkiego. Z kamienicą wiążą się rozmaite opowieści o urodziwej Esterce, będącej podobno kochanką samego króla Kazimierza Wielkiego. Król miał ponoć przechodzić do swej ukochanej podziemnym przejściem z zamku, biegnącym pod rynkiem. Esterka posiadała również gorący temperament – kiedy jeden z rajtarów szwedzkiego króla Karola Gustawa podczas ich pobytu w Radomiu zaczął się nią interesować i nie czynił tego w elegancki sposób, dziewczyna pogoniła go przez rynek broniąc się wiadrem, jednocześnie imponując królowi swoją odwagą.
W obu domach przez ostatnie lata mieściło się Muzeum Sztuki Współczesnej, oddział Muzeum im. Jacka Malczewskiego. Natomiast już po remoncie, swoją siedzibę będzie tu miało Muzeum Historii Radomia.
Nadeszła w końcu pora, aby wyjechać z miasta i skierować się na południowy zachód – do celu naszej wycieczki, czyli Muzeum Wsi Radomskiej.
Opuszczając centrum zahaczyliśmy o Grodzisko Piotrówka, będące pozostałością grodu obronnego z X wieku. Zlokalizowano go na prawym brzegu doliny rzeki Mlecznej. Otoczony był wielkim wałem oraz dwiema fosami. W grodzie stał najstarszy radomski kościół pw. św. Piotra (prawdopodobnie z XI w.). Niestety nie przetrwał do naszych czasów – istniał do początku XIX wieku.
Podążając wzdłuż doliny rzeki Mlecznej, wjechaliśmy na powstałe tu niedawno bulwary. Przyznamy, że trochę nas zaskoczyły swoją obecnością w tym miejscu i swoim oderwaniem od innych dróg. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że stanowią one część projektu, który ma być dokończony w listopadzie 2020 r. Dzięki temu pobliskie osiedle Borki zostanie połączone z centrum miasta. Niestety budowa przyczyni się też do wycinki około 500 drzew (jednak głównie młodych i małych drzewek owocowych), ale w zamian obiecano zasadzić inne drzewa, takie jak wierzby, topole czy graby.
Kierując się dalej na południe, trafiliśmy nad Zalew Borki – powstały w latach 70. zbiornik na rzece Mlecznej. Jak widać na poniższych zdjęciach był praktycznie cały wyschnięty.
W końcu dotarliśmy do Muzeum Wsi Radomskiej, czyli do wielkiego skansenu, gdzie na kilkudziesięciu hektarach powierzchni można zwiedzić obiekty charakterystyczne dla okolicznych obszarów wiejskich.
Na terenie skansenu postawiono 60 budynków, do środka których można zajrzeć, jednocześnie zapoznając się z historią i kulturą wsi radomskiej.
Wśród budynków zobaczyć można zarówno chałupy kryte strzechą, jak i dworki. Skansen pokazuje również kuźnię, karczmę, suszarnię tytoniu czy olejarnię.
W olbrzymiej, sześciobocznej stodole natknęliśmy się na wystawę ciągników i maszyn rolniczych. Znajduje się tu jedyna w Polsce kolekcja SAM-ów, czyli pojazdów samodzielnie wykonanych przez rolników. Niektóre wyglądają jak wyjęte z kreskówki 😉
I oczywiście wiatraki, ale znajdziemy też młyn wodny.
Spacer po skansenie był bardzo przyjemny, ale musieliśmy w końcu się zbierać.
Kiedy słońce miało się już ku zachodowi, zawróciliśmy na Radom – musieliśmy w końcu zjeść obiad i trochę odpocząć przed kolejnym dniem na rowerach!