Mazbike

O Autorze

Data rejestracji: 25 sierpnia 2011

Najnowsze posty

  1. Ostrołęka i okolice – Dzień 1 [ok. 54 km] — 15 września 2018
  2. Śladami serialu “Ranczo” [ok. 50 km] — 18 sierpnia 2018
  3. Centrum Rzeźby w Orońsku i przejażdżka do Szydłowca [ok. 50 km] — 4 sierpnia 2018
  4. Warszawskie szlaki według pewnej pisarki… [ok. 23 km] — 21 lipca 2018
  5. Płońsk i okolice [ok. 64 km] — 16 czerwca 2018

Najczęściej komentowane posty

  1. Jesienna wycieczka [ok. 60 km] — 4 Komentarze
  2. Żyrardów i Radziejowice [ok. 97 km] — 4 Komentarze
  3. Warka [ok. 71 km] — 3 Komentarze
  4. Festiwal Kwiatów w Skierniewicach, romantyczna Arkadia i zimny finisz w Łowiczu [ok. 40 km] — 3 Komentarze
  5. Wycieczka nad Jezioro Zegrzyńskie [ok. 88 km] — 3 Komentarze

Lista wpisów tego autora

Siedlce [ok. 76 km]

W Dzień Dziecka postanowiliśmy zrobić sobie prezent wybierając się do Siedlec na rowery.

Jako, że w mieście tym byliśmy pierwszy raz, zaczęliśmy od zwiedzania centrum.

Udaliśmy się zatem w stronę rynku. Na jednym z jego rogów, przy ul. Floriańskiej, minęliśmy zabytkową kamienicę z końca XIX w. z bogato zdobioną fasadą.

Na samym rynku króluje ratusz, nazywany przez mieszkańców „Jackiem”. Budynek powstał w latach 1763-66, a w jego skrzydłach mieściły się sklepy i kramy. Obecnie znajduje się tu siedziba Muzeum Regionalnego. Potoczna nazwa „Jacek” pochodzi od legendy o młodym kowalu obdarzonym nadludzką siłą. Chłopak pomógł ponoć kiedyś księżnej Aleksandrze Ogińskiej, kiedy jej kareta uległa wypadkowi, gubiąc jedno koło. Jacek bez problemu podniósł jedną ręką karetę, a drugą założył zreperowane koło. Zachwycona księżna zatrudniła kowala na swoim dworze.

Przed ratuszem stoi pomnik Tadeusza Kościuszki.

Z rynku pojechaliśmy w stronę siedleckiego pałacu.
Minęliśmy jeszcze zabytkowe stajnie z XIX w., w których obecnie mieści się Archiwum Państwowe.

Za stajniami można jeszcze obejrzeć klasycystyczny budynek teatru.

W końcu dotarliśmy do pałacu Czartoryskich i Ogińskich, pochodzącego z XVIII w. Otoczony parkiem, kojarzy się głównie z Księżną Aleksandrą Ogińską, która to przebudowała go w stylu klasycystycznym w latach 1779-81. Niestety w czasie wojny pałac spłonął. Po wojnie został jednak odbudowany.

Księżna obrała sobie tutejszy pałac za swoją rezydencję, a jako właścicielka miasta, nie szczędziła środków, by je przekształcać według swoich wizji. Wokół pałacu powstał np. tak zwany ogród sentymentalny z malowniczymi klombami, alejkami, laskami, oranżerią czy domkiem rybackim (ogród niestety nie dotrwał do naszych czasów). Dzisiaj ten teren funkcjonuje jako park miejski.

Zatrzymaliśmy się na chwilę przy stawie pełnym ryb, gdzie dodatkową atrakcją była pływająca sobie rodzina kaczek – mama kaczka z maluchami.

Natomiast obok stawu, ku uciesze dzieci – całkiem niedawno stanął pomnik łosia.

Ciekawym miejscem w Siedlcach jest też stary cmentarz 1799 r. w okolicy ul. Wojskowej i Cmentarnej. W XIX w. odbywały się tu również prawosławne pochówki. Później cmentarz ulegał niestety degradacji, ale pod koniec XX w. zaczęto prace porządkowe.

Na niewielkim terenie zachowała się część nagrobków zarówno katolickich, jak i prawosławnych. Odnowiono także kaplicę. Wokół terenu powstały bloki mieszkalne…

Wyjeżdżając z Siedlec, posililiśmy się bardzo smacznymi lodami, następnie minęliśmy tutejsze więzienie i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Chwilę później dotarliśmy nad Zalew Muchawka na rzece o tej samej nazwie (powstał w latach 70. XX wieku do celów rekreacyjnych). Od strony ul. Plażowej, jak sama nazwa wskazuje – mamy plażę, ale jest tu też kąpielisko, pomost i wypożyczalnia sprzętu wodnego. Oprócz budek z napojami i lodami, można skorzystać ze stanowisk do grillowania. Dla rowerzystów wytyczono ścieżkę, a obok biegnie szlak rowerowy „Zielone Siedlce”.

Znad zalewu ruszyliśmy na zachód. Minęliśmy Rezerwat Przyrody „Stawy Broszkowskie”, które były niestety niewidoczne, bo całe zarośnięte od strony drogi.

W Chlewiskach zatrzymaliśmy się przy dworku “Reymontówka”, którego właścicielką była niegdyś wdowa po Władysławie Reymoncie, Aurelia. Funkcjonuje tu teraz Dom Pracy Twórczej.

Dalsza droga była bardzo przyjemna – trasę umilały widoki pól porośniętych makami i chabrami

czy lokalna zabudowa:

W miejscowości Skórzec zobaczyć można budynek dawnej karczmy, pochodzący jeszcze z XIX w.

Pod koniec naszej trasy trafiliśmy na dość osobliwy pomnik stojący w centrum wsi Wiśniew – czołg upamiętniający zasługi mieszkańców w walce z niemieckim okupantem.

Stąd czekała nas jeszcze droga powrotna do Siedlec.

 

Trasa:

Pobieranie

Bolimów, Nieborów, Arkadia [ok. 50 km]

Początek naszej majówkowej wycieczki wyznaczyliśmy w Bolimowie, który to powitał nas widokiem pięknych kwiatów oraz delikatnym deszczykiem. Zwiedzanie zaczęliśmy od Rynku Tadeusza Kościuszki.

Jedną z tutejszych ciekawostek są czerwone metalowe gongi przeciwpożarowe. Do ich zrobienia użyto butle, w których wcześniej umieszczony był śmiercionośny chlor. Podczas I wojny światowej w okolicy znajdował się bowiem front rosyjsko-niemiecki, a w wyniku ataków chemicznych przeprowadzanych przez Niemców zginęło ponad 10 tys. żołnierzy rosyjskich.

Jeden z gongów możemy zobaczyć w południowym rogu rynku. Drugi z nich stoi na terenie posesji na ul. Dworskiej. Mieści się tu też pracowania ceramiczna rodziny Konopczyńskich. Można w niej zwiedzić np. warsztat garncarza lub zaopatrzyć się w ozdobne naczynia.

Ze względu na doskwierający nam chłód, ruszyliśmy szybko dalej. Po drodze, na ul. Farnej,  minęliśmy jeszcze drewniane zabudowania, pochodzące z końca XVIII w. i początków XIX w.

Zaczęliśmy kierować się na Nieborów. Droga była bardzo przyjemna, mlecze na łąkach i pola rzepaku rozkwitły już w pełni.

We wsi Nieborów znajduje się barokowy pałac zaprojektowany przez Tylmana z Gameren. Oprócz wnętrz, warto zwiedzić również otaczający go park uformowany w stylu francuskim.

Sam pałac przetrwał II wojnę światową, a także późniejsze czasy pod rządami komunistów. Od 1945 r. stanowi filię Muzeum Narodowego. W latach 1774-1944 był własnością rodziny Radziwiłłów.

Co interesujące, wielokrotnie stanowił scenerię do znanych filmów i seriali, takich jak: Akademia Pana Kleksa, Kariera Nikodema Dyzmy, Chłopi, Popioły, Lalka, Złoto dezerterów, Ojciec Mateusz czy Plebania.

W jednym z budynków, który pełnił kiedyś funkcję browaru, mieściła się manufaktura majoliki, czyli charakterystycznej ceramiki o bogatej kolorystyce.

Do Europy dotarła z krajów arabskich, najpierw na Półwysep Iberyjski, a następnie do Włoch, gdzie zdobyła dużą popularność.W Nieborowie fabrykę majoliki założył w 1881 r. książę Michał Radziwiłł.

Francuski ogród naprawdę imponuje wielkością. My wybraliśmy się na krótki spacer wśród szpalerów oraz alejek z geometrycznie przystrzyżonymi krzewami.

Po drodze znaleźliśmy tutaj wiele urokliwych zakątków, a także natrafialiśmy na ciekawe rzeźby.

Jednym z najpiękniejszych miejsc była niewątpliwie alejka pełniusieńka kwitnącego bzu.

Pod koniec dotarliśmy też nad wodę.

Musieliśmy jednak zacząć się zbierać, aby udać się do kolejnego ważnego punktu na mapie naszej dzisiejszej wycieczki – do położonego nieopodal parku Arkadia. Założyła go żona Michała Radziwiłła, Helena. My mieliśmy już okazję go zobaczyć podczas jednej z naszych wycieczek.

Arkadia jest ogrodem w stylu angielskim. Oznacza to, że jego założenie jest w zasadzie odwrotnością tego francuskiego – ma zrywać ze sztucznością symetrycznych ogrodów barokowych, wracając do naturalnych i swobodnych form. Dodatkowo, jedną z ważniejszych cech miał być romantyzm. Trzeba jednak pamiętać, że również w przypadku tego typu ogrodów –  to człowiek musiał sztucznie go uformować, aby przyroda udawała naturalnie wykształconą.

Arkadia, oprócz samej nazwy, pełna jest również budowli nawiązujących do antyku: jak np. Świątynia Diany, akwedukt, łuk grecki czy inne sztucznie utworzone ruiny.

Po romantycznym spacerze, zakończonym przekąską w postaci chleba z parówkami, znowu ruszyliśmy w drogę.

W Patokach przeprawiliśmy się przez Bzurę drewnianym mostem.

Jechaliśmy dalej, nie zważając na żadne “niebezpieczeństwa”.

Pomimo, że spędziliśmy większą część dnia w województwie łódzkim, dzisiejszą trasę ustaliliśmy tak, aby zahaczyć jednak o Mazowsze i zaliczyć tym samym brakujące nam tutaj gminy.

Kiedy dojechaliśmy do miejscowości Kurdwanów, zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilkę przy drewnianym kościele pochodzącym z XVII w. Zbudowany z modrzewiowych bali w innej miejscowości – Miedniewicach, został przeniesiony do Kurdwanowa w 1737 r. Wieża w stylu zakopiańskim (pełniąca rolę dzwonnicy) została dobudowana znacznie później, w latach trzydziestych XX w.

Cała nasza dzisiejsza trasa była niezwykle urokliwa. Tegoroczna wiosna naprawdę nas rozpieszcza – nie pamiętamy, aby w poprzednich latach wszystko tak nagle i bujnie zakwitło. Powietrze było dosłownie aż przesycone zapachem bzu i innych kwiatów, a kolorowe widoki cieszyły nasze oczy przez cały dzień!

Na zakończenie tej cudownej wycieczki, jadąc pustą drogą, natknęliśmy się jeszcze na samotnego jelonka przechadzającego się po polanie 😊

 

Trasa:

Pobieranie

Wiosna nad Balatonem, w Skaryszaku, a także wśród ambasad [ok. 35 km]

Kolejny weekend kwietnia powitał nas super pogodą. Wszystko powoli zaczęło pięknie kwitnąć, postanowiliśmy więc czym prędzej ruszyć na małą relaksującą przejażdżkę, połączoną z wiosennymi widokami.

Przez Most Siekierkowski udaliśmy się najpierw na Gocław. Do połowy lat 70-tych XX w. na tych terenach zlokalizowane było lotnisko rekreacyjno-sportowe, którego istnienie upamiętniono później w tutejszych nazwach ulic (np. Samolotowa, Polskich Skrzydeł czy Awionetki RWD). Kiedy potrzeby mieszkaniowe w Warszawie rosły, postanowiono wybudować tu osiedle. Co ciekawe, było to pierwsze osiedle w stolicy, na którego projekt rozpisano międzynarodowy konkurs architektoniczno-urbanistyczny.

Pokręciliśmy się po jego uliczkach i podwórkach, fotografując drzewa pełne kwiatów.

Następnie skierowaliśmy się nad jezioro Balaton. Ponoć nazwę temu zalewowi nadano w latach 70-tych, kiedy to młodzież z pobliskich szkół przychodziła tu całymi klasami w celach towarzyskich… Jeziorko nie było wtedy zabudowane blokami, a ówcześni nastolatkowie mogli tu przenieść się w wyobraźni do modnych wówczas węgierskich kurortów.

Znad Balatonu ruszyliśmy nad drugie jezioro – Gocławskie, leżące pomiędzy Gocławiem a Saską Kępą. Minęliśmy powstałe tam niedawno osiedla o ciekawej architekturze.

Kierowaliśmy się wzdłuż Kanału Wystawowego (jego nazwa wzięła się od planowanej tu w okresie międzywojennym Wielkiej Wystawy Krajowej. Miała ona przyczynić się do rozwoju tych terenów oraz ekskluzywnej willowej dzielnicy Saskiej Kępy. Jednak wystawa finalnie nie doszła do skutku).

Dojechaliśmy nad Kamionek. Kiedyś (już w XII w.) znajdowała się tu wieś Kamion, na terenie której dwukrotnie odbyły się wybory władcy Polski (w wyniku których wybrano Henryka Walezego i Augusta III Sasa).

I kolejne praskie jezioro – Kamionkowskie, znad którego udaliśmy się wgłąb Parku Skaryszewskiego.

Park Skaryszewski jest zabytkiem (został wpisany do rejestru w 1973 r.). Na jego terenie znajduje się 280 gatunków drzew i krzewów! W 2009 r. został uhonorowany tytułem Najpiękniejszego Polskiego Parku w konkursie Briggs&Stratton, a w jego europejskiej edycji zdobył trzecie miejsce.

Jedną z ciekawszych rzeźb, które można oglądać w parku jest “Rytm” Henryka Kuny. Powstała w 1923 r., a jej pierwowzór z hebanu można zobaczyć w Muzeum Narodowym.

Na cokole dostrzec można ślady po pociskach – pochodzące prawdopodobnie z Powstania Warszawskiego.

Na uroczym wzgórzu nad Stawem Łabędzim, stoi inna rzeźba, “Kąpiąca się” z 1928 r. autorstwa Olgi Niewskiej. Postać kobiety ma 178 cm i waży prawie pół tony.

Na skraju ogrodu różanego upamiętniono poległych w 1944 r. lotników brytyjskich. Załoga rozbitego w tym miejscu samolotu Brytyjskich Sił Powietrznych RAF zginęła niosąc pomoc powstańcom.

Dzisiaj ta część parku była zdecydowanie najpiękniejsza,  a to za sprawą wielkich kwitnących magnolii.

Po środku rosarium stoi “Tancerka” Stanisława Jackowskiego – pierwsza rzeźba, jaką ustawiono w “Skaryszaku”.

Z powrotem na drugą stronę miasta dostaliśmy się Mostem Świętokrzyskim. Widok na praską część:

oraz na lewobrzeżne bulwary:

Wzdłuż Wisły, dotarliśmy do terenów Ujazdowa. Tutaj skręciliśmy nad Kanał Piaseczyński, przejeżdżając przez Osiedle Szwoleżerów. Osiedle, zaprojektowane przez wybitną architektkę, Halinę Skibniewską, jest przykładem powojennego modernizmu w kameralnej skali. Autorka przywiązywała ogromną wagę nie tylko do samych budynków, ale i do urbanistyki – między blokami mamy dziedzińce, gdzie wśród zieleni odnajdziemy skomponowane pozostałości rzeźb i kamiennych waz, pochodzące ze zniszczonego pałacu w Brzezince. Dodatkowo, Skibniewska nie zapomniała o małej architekturze – jak ażurowe murki i ławeczki. Niestety chyba zbyt zamyśleni, zapomnieliśmy o zdjęciach… Polecamy jednak tu zajrzeć, jeśli będziecie w okolicy.

Z osiedla wjechaliśmy prosto na ulicę ambasad – czyli ul. Kawalerii. Tutaj uwagę zwraca przede wszystkim budynek Ambasady Królestwa Niderlandów*.

Aby opisać jego walory architektoniczne, chcielibyśmy oddać głos ekspertom – pozwoliliśmy sobie zatem udostępnić link do filmiku Radosława Gajdy z Architecture is a Good Idea:

Z ul. Kawalerii znowu wyjechaliśmy na ul. Szwoleżerów, na końcu której trafiliśmy na opuszczony budynek. Jak się okazało, po raz drugi tego dnia zetknęliśmy się z tematyką kontaktów polsko-węgierskich – mieściło się tu bowiem kiedyś Węgierskie Biuro Handlowe. Budynek powstał w 1972 r. pod kierunkiem arch. Jana Zdanowicza. Rok później otrzymał tytuł “Mistera Warszawy”, nagrodę przyznawaną w czasach PRL najwybitniejszym realizacjom architektonicznym.

Węgierska Ekspozytura Handlowa posiadała podobno ekskluzywnie urządzone wnętrza. Na parterze znajdowały się przeszklone sale ekspozycyjno-handlowe, a na górze, na którą prowadziły spiralne schody – pokoje biurowe.

Użyte do budowy materiały były wysokiej jakości, co widać nawet dzisiaj – mimo, że budynek stoi pusty i nieużywany, pozostaje w całkiem niezłym stanie. Niektóre elementy elewacji pokryte są malutkimi czarno-białymi kafelkami.

Projektanci uszanowali też istniejącą tu wcześniej przyrodę – drzewa wkomponowano w zadaszenie.

Szkoda, że budynek pozostaje nieużytkowany…

Jako, że powoli nadchodziła pora odpowiednia na obiad, postanowiliśmy kierować się w w stronę domu – najpierw przez okolice Łazienek ulicą Podchorążych, potem Belwederską dojechaliśmy do Parku Promenada. Tam wdrapaliśmy się na skarpę do Morskiego Oka i postanowiliśmy już tutaj poszukać miejsca na smaczny posiłek, aby zakończyć tę trochę leniwą przejażdżkę w bardzo przyjemny sposób :)

 

Trasa:

Pobieranie

 

* więcej informacji na temat ambasady można znaleźć jeszcze tu:

http://www.bryla.pl/bryla/7,85301,23364851,ambasada-krolestwa-niderlandow-w-warszawie-lamie-stereotypy.html

 

Wiosenny rekonesans [ok. 54 km]

Tegoroczny kwiecień przywitał nas cudowną pogodą, żal byłoby nie wykorzystać więc niedzieli na pierwszą małą wycieczkę. Jeszcze tydzień temu sypał śnieg, a dziś mieliśmy około 20 stopni i na drzewach zaczęły pojawiać się już malutkie pączki. Postanowiliśmy zatem wybrać się na sprawdzoną, przyjemną trasę, idealną naszym zdaniem na rozruszanie się po zimie: z Ursynowa – nad Wisłą do Konstancina i z powrotem przez Powsin.

Przejeżdżając przez Wilanów, skręciliśmy w ul. Vogla, następnie w ul. Sytą. Na tutejszym Stawie Zawadowskim spotkaliśmy łabędzie.

Za chwilę wjechaliśmy na nadwiślański wał. Po drodze minęliśmy tereny Rezerwatu Wyspy Zawadowskie:

Jak widać poniżej, piękna pogoda przyciągnęła tłumy rowerzystów.

W Ciszycy odbiliśmy na Opacz. Dopiero tutaj udało nam się dostrzec pierwsze wiosenne kwiatki:

Zanim dojechaliśmy do Konstancina minęliśmy dwór w Oborach.

W Konstancinie postanowiliśmy zrobić sobie przerwę na lody (na podobny pomysł wpadło chyba pół miasta).

Chwilę pokręciliśmy się jeszcze po tutejszych uliczkach i skierowaliśmy się do Powsina.

Takich tłumów jeszcze tu nigdy nie widzieliśmy – ludzie nie mieścili się nawet na wielkiej polanie, układali się ze swoimi grillami nawet na sąsiednim polu. Być może, oprócz pięknej pogody, był to również efekt zamkniętych w niedzielę sklepów…

Wracając udało nam się odnaleźć jeszcze trochę kwiatków.

Niestety po powrocie na Ursynów nie udało nam się zakończyć naszej wycieczki tradycyjnie pizzą – tu również wszystko było zatłoczone i ciężko było znaleźć jakiekolwiek miejsce na obiad… ale może następnym razem!

 

Trasa:

Pobieranie

Puszcza 5 [ok. 40 km]

Jak zapewne zauważyliście, w 2017 roku niestety nie udało nam się zorganizować zbyt wielu wycieczek, a w zasadzie (wstyd się przyznać) byliśmy do tej pory tylko na trzech… Pod koniec sezonu postanowiliśmy zatem wykorzystać jeszcze fakt, że powróciła chwilowo przepiękna pogoda. Jednym słowem wzięliśmy dzień urlopu i wyruszyliśmy w środku tygodnia do Puszczy Kampinoskiej!

Po dotarciu na miejsce, przywitało nas cudowne słońce … i  ogromne dziury w duecie z wielkimi kałużami oczywiście akurat w ścieżce, którą obraliśmy na start. Po małej korekcie, daliśmy radę wjechać już bez większych przeszkód do lasu.

Przy pierwszym małym przystanku niestety nie udało nam się dostrzec bobrów, ale mogliśmy chociaż obejrzeć przygotowaną przez nie tamę:

Przez cały czas roztaczało się nad nami niebo z delikatnymi tylko obłoczkami.

W pewnym momencie, w samym środku lasu, naszą uwagę przykuł ten oto niecodziennie spotykany w takim miejscu znak:

Czym prędzej udaliśmy się zatem w wyznaczonym kierunku.

Jak się okazało, autorem wystawianych zdjęć był Marek Kalinowski – dziennikarz i wielokrotnie nagradzany fotoreporter, który ma na koncie wystawy nie tylko fotografii przyrodniczych, ale też np. zdjęć przygotowywanych do oper Mozarta.

Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej, aby złapać jeszcze jesienne promienie słońca:

I na koniec kilka leśnych widoczków:

 

Trasa:

Pobieranie