Archiwum miesięczne: Maj 2018

Bolimów, Nieborów, Arkadia [ok. 50 km]

Początek naszej majówkowej wycieczki wyznaczyliśmy w Bolimowie, który to powitał nas widokiem pięknych kwiatów oraz delikatnym deszczykiem. Zwiedzanie zaczęliśmy od Rynku Tadeusza Kościuszki.

Jedną z tutejszych ciekawostek są czerwone metalowe gongi przeciwpożarowe. Do ich zrobienia użyto butle, w których wcześniej umieszczony był śmiercionośny chlor. Podczas I wojny światowej w okolicy znajdował się bowiem front rosyjsko-niemiecki, a w wyniku ataków chemicznych przeprowadzanych przez Niemców zginęło ponad 10 tys. żołnierzy rosyjskich.

Jeden z gongów możemy zobaczyć w południowym rogu rynku. Drugi z nich stoi na terenie posesji na ul. Dworskiej. Mieści się tu też pracowania ceramiczna rodziny Konopczyńskich. Można w niej zwiedzić np. warsztat garncarza lub zaopatrzyć się w ozdobne naczynia.

Ze względu na doskwierający nam chłód, ruszyliśmy szybko dalej. Po drodze, na ul. Farnej,  minęliśmy jeszcze drewniane zabudowania, pochodzące z końca XVIII w. i początków XIX w.

Zaczęliśmy kierować się na Nieborów. Droga była bardzo przyjemna, mlecze na łąkach i pola rzepaku rozkwitły już w pełni.

We wsi Nieborów znajduje się barokowy pałac zaprojektowany przez Tylmana z Gameren. Oprócz wnętrz, warto zwiedzić również otaczający go park uformowany w stylu francuskim.

Sam pałac przetrwał II wojnę światową, a także późniejsze czasy pod rządami komunistów. Od 1945 r. stanowi filię Muzeum Narodowego. W latach 1774-1944 był własnością rodziny Radziwiłłów.

Co interesujące, wielokrotnie stanowił scenerię do znanych filmów i seriali, takich jak: Akademia Pana Kleksa, Kariera Nikodema Dyzmy, Chłopi, Popioły, Lalka, Złoto dezerterów, Ojciec Mateusz czy Plebania.

W jednym z budynków, który pełnił kiedyś funkcję browaru, mieściła się manufaktura majoliki, czyli charakterystycznej ceramiki o bogatej kolorystyce.

Do Europy dotarła z krajów arabskich, najpierw na Półwysep Iberyjski, a następnie do Włoch, gdzie zdobyła dużą popularność.W Nieborowie fabrykę majoliki założył w 1881 r. książę Michał Radziwiłł.

Francuski ogród naprawdę imponuje wielkością. My wybraliśmy się na krótki spacer wśród szpalerów oraz alejek z geometrycznie przystrzyżonymi krzewami.

Po drodze znaleźliśmy tutaj wiele urokliwych zakątków, a także natrafialiśmy na ciekawe rzeźby.

Jednym z najpiękniejszych miejsc była niewątpliwie alejka pełniusieńka kwitnącego bzu.

Pod koniec dotarliśmy też nad wodę.

Musieliśmy jednak zacząć się zbierać, aby udać się do kolejnego ważnego punktu na mapie naszej dzisiejszej wycieczki – do położonego nieopodal parku Arkadia. Założyła go żona Michała Radziwiłła, Helena. My mieliśmy już okazję go zobaczyć podczas jednej z naszych wycieczek.

Arkadia jest ogrodem w stylu angielskim. Oznacza to, że jego założenie jest w zasadzie odwrotnością tego francuskiego – ma zrywać ze sztucznością symetrycznych ogrodów barokowych, wracając do naturalnych i swobodnych form. Dodatkowo, jedną z ważniejszych cech miał być romantyzm. Trzeba jednak pamiętać, że również w przypadku tego typu ogrodów –  to człowiek musiał sztucznie go uformować, aby przyroda udawała naturalnie wykształconą.

Arkadia, oprócz samej nazwy, pełna jest również budowli nawiązujących do antyku: jak np. Świątynia Diany, akwedukt, łuk grecki czy inne sztucznie utworzone ruiny.

Po romantycznym spacerze, zakończonym przekąską w postaci chleba z parówkami, znowu ruszyliśmy w drogę.

W Patokach przeprawiliśmy się przez Bzurę drewnianym mostem.

Jechaliśmy dalej, nie zważając na żadne “niebezpieczeństwa”.

Pomimo, że spędziliśmy większą część dnia w województwie łódzkim, dzisiejszą trasę ustaliliśmy tak, aby zahaczyć jednak o Mazowsze i zaliczyć tym samym brakujące nam tutaj gminy.

Kiedy dojechaliśmy do miejscowości Kurdwanów, zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilkę przy drewnianym kościele pochodzącym z XVII w. Zbudowany z modrzewiowych bali w innej miejscowości – Miedniewicach, został przeniesiony do Kurdwanowa w 1737 r. Wieża w stylu zakopiańskim (pełniąca rolę dzwonnicy) została dobudowana znacznie później, w latach trzydziestych XX w.

Cała nasza dzisiejsza trasa była niezwykle urokliwa. Tegoroczna wiosna naprawdę nas rozpieszcza – nie pamiętamy, aby w poprzednich latach wszystko tak nagle i bujnie zakwitło. Powietrze było dosłownie aż przesycone zapachem bzu i innych kwiatów, a kolorowe widoki cieszyły nasze oczy przez cały dzień!

Na zakończenie tej cudownej wycieczki, jadąc pustą drogą, natknęliśmy się jeszcze na samotnego jelonka przechadzającego się po polanie 😊

 

Trasa:

Pobieranie
Strona 1 z 11