Archiwum roczne: 2013

Jesienny Mazowiecki Park Krajobrazowy [ok. 46 km]

Był koniec października, a na dworze ciepło i przyjemnie. Jak się zatem domyślacie, wybraliśmy się na przejażdżkę. Mieliśmy ochotę pojeździć sobie po lesie, postanowiliśmy więc skoczyć do Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Niestety nie było już tak kolorowo jak na poprzedniej wycieczce, ale i tak było przyjemnie.

Po ostatnich deszczach utrzymało się także sporo błota, co wespół ze śliskimi korzeniami, urozmaicało nam jazdę ;) Nie ominęły nas także ciekawe podjazdy prowadzące ścieżkami pełnymi kałuż, w których owe korzenie zgrabnie się pochowały… Jednak dzielnie sobie radziliśmy i wyszliśmy z tego bez szwanku.

Wkrótce trafiliśmy na polanę z jeziorkiem i ciekawym stojakiem na rowery.

Kolejny krótki postój zaliczyliśmy przy torfowisku Zielony Ług.

Jak widać, w Mazowieckim Parku Krajobrazowym jest wiele szlaków, zarówno pieszych, jak i rowerowych.

Trzeba poważnie się zastanowić, którą drogę wybrać ;)

W pewnym momencie, w środku lasu, zaskoczył nas widok baru pełnego ludzi, zajadających się kiełbaskami i popijających rozmaite trunki. Dodatkową atrakcją było wielkie stado krążących po niebie gęsi.

Sezon grzybowy nadal trwał :) Nawet jadąc rowerem, udało nam się od czasu do czasu dostrzec podgrzybka.

Nie tylko grzyby jadalne są ozdobą lasu.

W okolicach Zagórza natrafiliśmy na pomnik pamięci powstańcom z 1863 r. oraz żołnierzom z 1920 r. i 1939 r.

Pod koniec naszej wizyty w lesie, przejechaliśmy koło Jeziora Torfy – rezerwatu przyrody z płytkim jeziorem. Tym razem minęliśmy je od strony mocno zarośniętej wodną roślinnością. W pewnym momencie fragment drogi zamienił się w grzęzawisko, przez które udało nam się przejść prawie suchą stopą. Kolejną niespodziankę stanowiły drzewa zwalone w poprzek szlaku.

Wracając do domu, wjechaliśmy jeszcze do Radości, w celu zakończenia naszego wycieczkowego sezonu niczym innym, jak pizzą… Znana pizza z Radości trochę jednak nas zawiodła, ale niezrażeni, zebraliśmy się do dalszego powrotu.

Podsumowując, dzisiejszy dzień można zaliczyć do tych pełnych wrażeń – a to ze względu na częstą jazdę ekstremalną – po błocie, śliskich korzeniach (nierzadko na dość stromych podjazdach). Pogoda jednak sprzyjała, a biorąc pod uwagę, że to koniec października, nasza przejażdżka była tym bardziej udana.

 

Trasa:

Pobieranie

 

Puszcza 3 [ok. 45 km]

Na naszą pierwszą tego roku jesienną wycieczkę wybraliśmy się do Puszczy Kampinoskiej. To już nasza trzecia wyprawa do tego parku. Po dojechaniu do stacji metra Młociny, wystartowaliśmy przejeżdżając przez Wawrzyszew, a następnie kierując się na miejscowość Laski. Tutaj wkroczyliśmy na Drogę Łączniczek AK grupy Kampinos. Biegnie ona w pobliżu Zakładu dla Niewidomych, w którym to mieściła się główna kwatera łączniczek (łączniczki pochodziły z okolicznych miejscowości). Kobiety poruszały się drogą z Lasek do Wierszy, gdzie znajdował się obóz partyzancki.

Następnie skierowaliśmy się na Sieraków.

Po drodze spotkaliśmy uroczego kotka, który siedział sobie na środku ścieżki.

Ciekawski kotek, niczego sobie z nas nie robiąc, postanowił wybadać nasze rowery.

Otaczający nas las zachwycał rozmaitymi jesiennymi barwami.

W pobliżu miejscowości Pociecha trafiliśmy na pomnik-mogiłę Jerzyków AK. Była to organizacja niepodległościowa składająca się ze studentów i harcerzy. W szeregach „Jerzyków” walczyło w sumie około 12 tys żołnierzy. Pomnik postawiono w miejscu 5-dniowej walki z hitlerowcami.

Sama wioska Pociecha powstała prawdopodobnie na początku XIX w. wokół karczmy o tej samej nazwie.

Chwilę później dotarliśmy do cmentarza i muzeum w Palmirach. Mieszczą się one w odległości ok. 5 km od wsi Palmiry. Nowy budynek muzeum otwarto w 2011 roku.

Palmiry jest to miejsce masowych mordów dokonywanych przez Niemców podczas wojny. Zginęło tu ponad 2000 osób – głównie więźniów przetrzymywanych wcześniej w Warszawie. Wśród ofiar znalazło się wielu przedstawicieli inteligencji i ówczesnej elity.

Jednym z rozstrzelanych był Janusz Kusociński – złoty medalista olimpijski w biegu na 10 km. Jeden z poświęconych mu pomników znajduje się na terenie Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, o czym wspominaliśmy już przy okazji naszej pierwszej wycieczki do Puszczy Kampinoskiej. 

Na cmentarzu znajduje się także grób innego olimpijczyka – Tomasza Stankiewicza – kolarza, wicemistrza olimpijskiego z 1924 r. W Palmirach rozstrzelano także marszałka sejmu Macieja Rataja.

Dalszy odcinek trasy wytyczyliśmy w kierunku północno-wschodnim, tak, aby powoli udać się z powrotem do Warszawy. Po drodze nastąpiła uroczysta chwila, kiedy to na liczniku Dżako wybiła okrągła liczba 2 000 przejechanych kilometrów (licząc od wiosny tego roku).

Po krótkiej celebracji ruszyliśmy dalej.

Po drodze przejechaliśmy przez “Mogilny Mostek”.

Szlak prowadził przez północne krańce Obszaru Ochrony Ścisłej “Sieraków”.

Poniżej polana w lesie, z jednym z licznych w Kampinosie głazów pamięci.

I jeszcze inna polana z innym głazem – pamięci Profesora Witolda Plapisa – opiekuna Puszczy Kampinoskiej. Witold Plapis był profesorem architektury z Politechniki Warszawskiej, który po wojnie działał w Biurze Odbudowy Stolicy. Był także współtwórcą Kampinoskiego Parku Narodowego i inicjatorem utworzenia “Zielonego Pierścienia Warszawy”. Zajmował się zagadnieniami kształtowania krajobrazu.

Pod koniec wycieczki trafiła nam się niespodzianka: droga przecinająca nasz szlak została podniesiona, przez co przeprawienie się na drugą jej stronę stało się mocno utrudnione. Z jednej strony trzeba było wdrapać się na wał, z drugiej dodatkowo przedostać się przez rów – na szczęście nie był wypełniony wodą.

Obrzeżami Łomianek, wróciliśmy na Bielany. Zaczynało się już niestety powoli ściemniać, a mieliśmy jeszcze w planach obiad. Udaliśmy się zatem do pierwszej napotkanej pizzerii, a nie było ich na horyzoncie zbyt wiele.

 

Trasa:

Pobieranie

Nawigacyjny Rajd Rowerowy po Żoliborzu [ok. 24 km]

Przyszedł wrzesień, a wraz z nim drugi w tym roku nawigacyjny rajd rowerowy. Bardzo nas to ucieszyło, ponieważ mieliśmy powód, by wybrać się na wycieczkę po najpiękniejszej dzielnicy Warszawy, czyli po Żoliborzu.

Już sama nazwa wskazuje na urodę tej części naszego miasta: joli bord pochodzący z języka francuskiego, oznacza bowiem piękny brzeg. Żoliborz wyróżnia się na tle stolicy swoją architekturą i dużą ilością terenów zielonych.

Dzielnica jest dość zróżnicowana architektonicznie. Na jej terenie znajduje się m.in. tzw. kolonia oficerska z pochodzącymi z lat 20. XX w. willami i dworkami generałów i oficerów (zlokalizowana wokół Cytadeli). Dziś w niektórych domach mieszkają znani aktorzy czy dziennikarze. Generalnie Żoliborz zamieszkiwała od początku duża część warszawskiej inteligencji. Z kolei w innej części dzielnicy postawiono bloki spółdzielni WSM, była to część lewicowa, spółdzielcza.

Nasz rajd zaczęliśmy od Placu Inwalidów, a dokładniej od pomnika Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, którego dotyczyło pierwsze z rajdowych pytań.

Przy ciągnącej się od tego placu Alei Wojska Polskiego mieszkał m.in. poeta Młodej Polski Artur Oppman “Or-Ot” oraz słynny jazzman Krzysztof Komeda Trzciński. Nieopodal, na trawniku między jezdniami, zauważyć można betonowy schron, pochodzący z czasów wojny, kiedy to Niemcy w obawie przed wojskami radzieckimi zaczęli zabezpieczać się na terenie Warszawy takimi właśnie obiektami.

My natomiast z Alei Wojska Polskiego skręciliśmy w najdłuższą ulicę Żoliborza Oficerskiego, czyli w ul. Śmiałą.

Pod nr 28 mieści się galeria sztuki i teatr Well Art, prowadzone przez Bognę Lewtak-Baczyńską, natomiast pod nr 39 mieszkał w latach 1968-1994 Witold Lutosławski.

Ta pełna uroku ulica kończy się okrągłym placem „Słonecznym”. Jego nazwa wywodzi się od pierwotnych planów, aby pełnił on funkcję zegara słonecznego (wskazówką miało być drzewo rosnące na środku, niestety jednak pomysł nie wypalił – posadzony rozłożysty klon uniemożliwił wskazywanie godzin).

Jedno z pytań rajdu dotyczyło działającej w piwnicach willi przy ulicy Fortecznej w czasach okupacji tajnej radiostacji o nazwie ZWZ-AK Łódź Podwodna, dowodzonej przez Stanisława Rodowicza. Mimo, że dom został przeszukany przez Niemców, radiostacji nie wykryto.

Kiedy przejeżdżaliśmy ul. Wieniawskiego, poczuliśmy się nagle jakby przeniesieni do zupełnie innego miasta.

To tutaj znajdują się niskie domy z czerwoną dachówką i drewnianymi bramami, należące do kolonii urzędniczej. Otoczone są piękną zielenią.

Niedaleko, na ul. Niegolewskiego, stoi dom o zupełnie innym charakterze. Zbudowany został przez małżeństwo Brukalskich (obojga architektów) w latach 1927-8, a mimo to nadal prezentuje się bardzo nowocześnie.

Jest to pierwszy awangardowy budynek w Polsce, zaprojektowany w duchu funkcjonalizmu. Jego bryła składa się z kompozycji nałożonych na siebie wielu prostopadłościanów.

Kiedy dojechaliśmy do Kościoła Stanisława Kostki na ul. Hozjusza, poczuliśmy głód. Po odnalezieniu odpowiedzi na pytania dotyczące tego miejsca, postanowiliśmy udać się na obiad do restauracji znajdującej się nieopodal. Jakże przykra czekała nas tam niespodzianka! Okazało się, że akurat dzisiaj pan kucharz od pizzy (fachowo zwany pizzaiolo) miał wolne, przez co byliśmy zmuszeni zrezygnować z naszej tradycyjnej formy obiadu…

Warto jednak wspomnieć jeszcze w tym miejscu o samym kościele Stanisława Kostki. Zasłynął on bowiem w Warszawie z wygłaszanych w nim w latach 80. przez księdza Jerzego Popiełuszkę kazań. Ciało księdza zostało pochowane koło świątyni w grobie pełniącym jednocześnie funkcję pomnika. W 1987 r. modlił się tutaj, nad grobem księdza Popiełuszki papież Jan Paweł II, przebywający wówczas w towarzystwie kardynała Josepha Ratzingera.

Z ciekawostek: w pobliżu, przy ul. Kochowskiego 8 mieszkała słynna aktorka Kalina Jędrusik wraz z mężem Stanisławem Dygatem.

Dalsze pytania rajdu doprowadziły nas do placu Henkla, zabudowanego socrealistycznymi budynkami, które powstały tu w latach 50.

Z kolei na rogu ulic Krasińskiego i Popiełuszki postawiono przejmujący pomnik – popiersie księdza Jerzego Popiełuszki. Jest to dar od Dusseldorfu dla Warszawy. Pomnik przedstawia rannego księdza w założonym worku na głowie.

Trasa rajdu zaprowadziła nas w końcu na teren domów spółdzielni WSM (Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej). Założyli ją lewicowi działacze, dlatego też ta część dzielnicy nazywana była „czerwonym Żoliborzem”. Powstały tu tanie, funkcjonalne mieszkania z zapleczem socjalnym, takim jak przedszkola, pralnia, place zabaw czy dom kultury. W jednym z budynków mieszkała pisarka Maria Kownacka.

Znajduje się tu także kotłownia (przy ul. Suzina), która to dostarczała ciepło do domów należących do kolonii WSM – był to zupełnie nowatorski pomysł. To tutaj padły pierwsze strzały Powstania Warszawskiego.

O kotłowni wspomina w swoim opowiadaniu ”Widok z góry i z dołu” Antoni Libera:

Pod koniec lat 20. stryj Oskar-architekt oprowadza bohatera opowieści (wtedy jeszcze małego chłopca) po placu budowy na Żoliborzu:
„Przed nimi rozciągał się placyk wielkości sporego boiska (…). Pusta, ubita ziemia, jedynie gdzieniegdzie po bokach rosła spłowiała trawa (…), jeszcze dalej, w głębi, ukazywał się widok doprawdy niebywały. Na tle masywnej budowli o łukowatym dachu, podobnej do hali fabrycznej lub lotniczego hangaru, wyrastał prosto z ziemi ogromny, ceglany komin, opleciony spiralą wąziutkich żelaznych schodków, a u góry zwieńczony okrągłą galeryjką. Ten przypominał z kolei kształtną latarnię morską, tyle że u wierzchołka nie było reflektora. Wszystko to razem, z oddali, wyglądało jak jakaś ogromna machina parowa, która została tutaj jakoś odholowana, aż zaryła się w błocie i utknęła na dobre.”

Stryj prowadzi w końcu chłopca na szczyt komina i stamtąd oglądają budowę:

„To teraz ci pokażę, co i gdzie tutaj będzie. (…) Tam, wokół Cytadeli, powstaje już osiedle dla kadry oficerskiej. Architektura dworkowa, ciągi niewielkich domków, krytych ceglaną dachówką. A tam dalej, na zachód, wzdłuż tego długiego pasa, który stanie się z czasem Aleją Wojska Polskiego, buduje się osiedle dla urzędników państwowych. Masywne, eleganckie budynki wielopiętrowe, a między nimi skwery i tereny zielone. A na wschód, w stronę rzeki, osiedle dziennikarskie: dla ludzi wolnych zawodów. W skali i charakterze podobne do wojskowego, lecz całkiem inne w stylu. Geometryczne, kanciaste. No a tutaj, wkoło (…) osiedle robotnicze: około dwunastu kolonii, z dziedzińcami, przedszkolem i biblioteką publiczną. Spółdzielnia WSM, modernistyczna w stylu.”

Libera A., Widok z góry i z dołu, [w:] Mówi Warszawa, 2011, Wydawnictwo Trio, Warszawa

W budynku kotłowni działało także lokalne kino “Tęcza”.

Inne miejsce związane z kulturą to Teatr Komedia, który powstał w budynku domu kultury WSM. Budynek teatru zaprojektowało wcześniej wspomniane małżeństwo Brukalskich. Początkowo mieli oni pomysł na modernistyczny gmach, jednak po wojnie zmienili plany i zaprojektowali go w stylu realizmu socjalistycznego.

Przy zbiegu ulic Słowackiego i Popiełuszki minęliśmy słynne Sady Żoliborskie. Jest to osiedle uważane za jedno z najlepiej zaprojektowanych w Warszawie. Powstało w latach 1950-70 na terenach dawnych sadów. Autorka, Halina Skibniewska wkomponowała budynki tak, że nie wycięto ocalałych drzew owocowych. Projekt był bardzo nowatorski jak na owe czasy (lata 50.), kiedy to ze względu na głód mieszkań budowano jak najwięcej i jak najszybciej. Skibniewska zaproponowała jednak osiedle z białej cegły (w odróżnieniu do wszechobecnej wielkiej płyty) składające się z niskich bloków – jedynie na obrzeżu stanął jeden wyższy. Bloki ustawiła w taki sposób, by tworzyły wewnętrzne przestrzenie – zielone dziedzińce, gdzie mieszkańcy mogliby wypoczywać, a dzieci posiadać miejsce do zabawy. Co więcej, wnętrze to miało być zamknięte dla samochodów.

Architektka dążyła do wytworzenia przestrzeni przyjaznej mieszkańcom również wewnątrz domów: mieszkania miały ruchome meblościanki do samodzielnego montażu, aby w zależności od upodobań rodziny można było dowolnie powierzchnię mieszkania kształtować. Pojawiły się one jednak tylko w jednym budynku ze względu na zbyt wysokie koszty. Skibniewska w całości zaprojektowała jedną z czterech kolonii Sadów. Pozostałe zabudowane zostały typowymi blokami, ale w ich układzie widoczna jest myśl przewodnia architektki, aby osiedle pozostało zielone i kameralne.

Jadąc ul. Słowackiego trafiliśmy jeszcze na budynek, który otrzymał nagrodę imienia Brukalskich dla “najlepszej architektury Żoliborza w latach 2006-2010”, w kategorii rewaloryzacji budynku wielorodzinnego.

Na skrzyżowaniu z Potocką przejechaliśmy obok mieszczącej się tutaj Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Plac przed budynkiem nazwano w 2010 r. imieniem Jacka Kuronia. Mieszkał on bowiem nieopodal, na ul. Mickiewicza 27.

Ostatnia część rajdu zaprowadziła nas na Żoliborz dziennikarski. Domy przy ulicy Promyka i Dziennikarskiej zostały zaprojektowane w latach 30. przez awangardowych architektów: Bohdana Lacherta, Józefa Szanajcę oraz Romana Piotrowskiego. Szeregowce te zaskakują swoją formą. Budynki zataczają łuk, a na elewacji widać jedynie malutkie okienka. Od strony ulicy, w duchu funkcjonalizmu, mieszczą się bowiem pomieszczenia gospodarcze, a dopiero od drugiej, nasłonecznionej strony, znajdują się ogrody oraz część mieszkalna.

Meta rajdu znajdowała się na Placu Wilsona, czyli centralnym placu Żoliborza. Został on tak nazwany na cześć prezydenta USA, który po pierwszej wojnie światowej opowiadał się za wolną Polską (plac zmieniał nazwę kilkukrotnie, zależnie od panującej opcji politycznej, jednak w 1990 r. przywrócono mu wcześniejszą nazwę). Natomiast projektant znajdującej się tu stacji metra, nawiązał do pochodzenia nazwy dzielnicy „joli bord” (piękny brzeg), umieszczając w niej powtarzające się motywy fal.

 

P.S.  W tej edycji rajdu udało nam się zdobyć maksymalną liczbę punktów. Nasza drużyna otrzymała nawet nagrodę :)

 

* przy wpisie korzystaliśmy m.in. ze źródeł takich jak “Spacerownik warszawski” (Majewski J. S., Bartoszewicz D., Urzykowski T., Biblioteka Gazety Wyborczej) czy “Źle urodzone” (Springer F., 2011, Karakter)

 

Trasa:

Pobieranie

 

Słoneczniki i czaple [ok. 53 km]

W ostatni dzień sierpnia wybraliśmy się na małą przejażdżkę. Nie mieliśmy dużo czasu do dyspozycji, więc postanowiliśmy przejechać się niedaleko domu.

Na początek ulicą Przyczółkową, popularną wśród weekendowych rowerzystów, udaliśmy się w stronę Powsina, gdzie odbiliśmy w lewo w stronę Bielawy. Jadąc przez pola cieszyliśmy oczy widokiem zachwycających słoneczników…

i nie mniej zachwycającej kapusty.

Za Obórkami minęliśmy ujście Jeziorki. Kawałek dalej przeszliśmy przez wał i zatrzymaliśmy się nad Wisłą.

Po drugiej stronie rzeki przechadzały się czaple siwe kontemplując uroki otaczającej je przyrody.

Ulegliśmy chwili i biorąc przykład z ptaków, również zaczęliśmy przechadzać się po brzegu…

i kontemplować otaczającą nas faunę i florę.

Dalsza droga prowadziła na południe wzdłuż Wisły, jednak już w Gassach z wielkim żalem oddaliliśmy się od rzeki, aby przez Słomczyn i Szymanów, przecinając Chojnowskie Lasy, dostać się do Konstancina. To podwarszawskie uzdrowisko znane ze swoich solankowych tężni odwiedzaliśmy już wielokrotnie. Tym razem naszą uwagę zwróciła jedna z niszczejących willi.

Ponieważ czas płynął nieubłaganie, musieliśmy czym prędzej wracać. Wycieczkę oczywiście zakończyliśmy pizzą.

 

Trasa:

Pobieranie

Powrót z Ciechanowa [ok. 82 km]

Po nocy spędzonej w Ciechanowie przyszedł czas na powrót. Przejeżdżając przez to jedno z najstarszych miast Mazowsza, postanowiliśmy trochę pozwiedzać.

Najbardziej charakterystyczną budowlą Ciechanowa jest niewątpliwie czerwony zamek Książąt Mazowieckich z XV w. Został on zniszczony podczas potopu szwedzkiego. Do dziś zachował się mur zewnętrzny i dwie baszty – jedna z nich pełniła funkcję więzienia, a druga funkcje obronne. Wewnątrz utworzono muzeum z m.in. kopią dziecięcej zbroi króla Zygmunta Augusta.

Niedaleko zamku znajduje się rynek, który powstał na przełomie XIV i XV w. Wcześniej rolę tę pełnił obecny Plac Kościuszki. Niedawno rynek zrewitalizowano, wycinając przy okazji rosnące tu drzewa (pozostawiono tylko jedno stare, a posadzono zupełnie nowe).

Na rynku znajduje się neogotycki ratusz (prawdopodobnie projektu Henryka Marconiego).

Ulica Warszawska, czyli główna arteria Ciechanowa, łączy rynek z placem Kościuszki. Kiedyś książęta mazowieccy jeździli nią pomiędzy zamkiem, a kościołem farnym (tzw. trakt książęcy). Ostatnio, na dużym jej odcinku, wytyczono deptak miejski.

Pomnik patrona miasta – św. Piotra na ul. Warszawskiej.

Kościół farny – w jego wnętrzu podczas odbywających się tu sejmików zamordowano kilku szlachciców, natomiast w czasie I wojny światowej Niemcy urządzili w nim szpital wojskowy.

Obok kościoła na Farskiej Górze legendarny Ciechan wzniósł gród – kolebkę dzisiejszego miasta. Gród ostatecznie spłonął w XV wieku. Obecnie można tu oglądać neogotycką dzwonnicę z 1889 r.

Przejeżdżając przez dzielnicę przemysłową minęliśmy 30 metrowy zabytkowy komin cegielni tzw. “Strażnik”. Znajdujący się tu zakład działał do lat 70. kiedy to wyczerpały się okoliczne zasoby gliny. Prawdopodobnie podczas wojny mieściło się tu hitlerowskie krematorium.

Za Ciechanowem nasza trasa wiodła wzdłuż rzeki Wkry. Pierwszą z czekających na nas atrakcji był dąb “Uparty Mazur”, który udało nam się odnaleźć mimo niedokładnych wskazówek podanych w atlasie. Dąb znajduje się we wsi Młock, ma ponad 800 lat, 25 m wysokości i 8 metrów w obwodzie. Mianem Mazura określano jeszcze przed II wojną światową mieszkańców Mazowsza.

We wsi Malużyn zrobiliśmy sobie krótką przerwę. Znajduje się tu drewniany kościół z połowy XVI w…

… z jakże dopasowaną przybudówką.

W Malużynie chcieliśmy odszukać również drewniany dworek z XIX w. W tym celu przejechaliśmy przez mostek na Wkrze. Niestety dworku nie było nigdzie widać, dlatego wyruszyliśmy w dalszą drogę.

W Cieksynie przy kościele zobaczyliśmy starą, pomnikową lipę drobnolistną o 24 metrach wysokości i 670 cm w obwodzie pnia. Jest to jeden z aż jedenastu pomników przyrody znajdujących się w tej niewielkiej miejscowości.

Pod koniec trasy przejechaliśmy także przez Gocławice, położoną nad Wkrą miejscowość letniskową, która stała się tłem dla kilku znanych filmów (np. “Lalka” czy “Wierna rzeka”). Znajdujący się tu most wiszący to miniatura tego, który miał powstać w Warszawie (Most im. Grota-Roweckiego w stolicy ze względów finansowych zbudowany został ostatecznie według innego projektu). Pylon mostu z Gocławic wznosi się na wysokość 26 m i jest pięciokrotnie zmniejszony w stosunku do projektowanego dla Warszawy.

Naszą trasę chcieliśmy zakończyć w Pomiechówku, jednak mimo zawrotnego tempa nie zdążyliśmy na pociąg. Pojechaliśmy więc na stację w Modlinie, skąd wróciliśmy do domu.

 

Trasa:

Pobieranie