Archiwum miesięczne: Wrzesień 2011

Warka [ok. 71 km]

Dzisiejszego dnia ponownie wspomogliśmy się transportem Kolei Mazowieckich, by dotrzeć do położonej na południe od Warszawy Warki.

Przed podróżą okazało się, że mamy jeszcze godzinę do odjazdu pociągu (straszne z nas gapy, bo sprawdziliśmy rozkład jazdy dla dni roboczych) – spędziliśmy ją wygrzewając się na słońcu w Parku Świętokrzyskim przy Pałacu Kultury. Nie byliśmy sami, towarzyszyły nam sroki i wrony, które używały fontanny do namaczania pieczywa:
Sama podróż była ciekawym przeżyciem ze względu na liczne grono rowerzystów wybierających się o tej porze roku na przejażdżki. Na szczęście wszyscy upchnęliśmy się w wagonie, a to lekkie zatłoczenie sprzyjało zawieraniu znajomości – a przynajmniej krótkim pogawędkom. My wysiedliśmy już jako ostatni na stacji w Warce.
Zwiedzenie zaczęliśmy od Placu Stefana Czarnieckiego.

Taką nazwę nadano tutejszemu rynkowi ze względu na fakt, że w czasie potopu szwedzkiego Stefan Czarniecki pobił w bitwie pod Warką wojska szwedzkie.
Potem pojechaliśmy dalej i … tyle udało nam się zobaczyć z muzeum Kazimierza Pułaskiego. Niestety cały teren był zamknięty ze względu na remont w ramach rewitalizacji całego zespołu parkowo-pałacowego (ma być skończony w maju 2012 r).
Pałac znajduje się we wschodniej części Warki, Winiarach. W XVIII w. obiekt należał do rodziny Pułaskich. Później zmieniał właścicieli, gościł wielu wybitnych artystów, znanych polityków. Po wojnie, zanim założono muzeum, mieściło się tu jeszcze liceum ogólnokształcące z internatem.
Wracając spod bramy muzeum minęliśmy zakłady produkcyjne wina z Warki, niestety sklep firmowy był nieczynny ;)
Udaliśmy się więc w stronę rzeki. Tutaj widać było skarpę i znajdujące się na niej kościoły:

  •  barokowy kościół Matki Boskiej Szkaplerznej, który dawniej był klasztorem franciszkańskim:

Stanowi on miejsce pochówku książąt mazowieckich – Trojdena i Konrada II Czerskiego. Znaleźć tu można również grób księżnej Danuty Anny.

  • i (również barokowy) kościół św. Mikołaja, pochodzący z lat 1603-61:

Jeszcze tylko krótki odpoczynek nad Pilicą,
(gdzie można wypożyczać kajaki, organizowane są też spływy – na trasach od 7 do 40 km)



i ruszyliśmy w drogę  powrotną do Warszawy.
Na naszej trasie minęliśmy jeszcze słynne browary, niestety również tutaj bez degustacji :p
Droga początkowo prowadziła przez równie słynne gospodarstwa sadownicze.
Była przyjemna i pusta – chociaż musieliśmy jechać cały czas pod słońce
(ale co tu grymasić, skoro taka ładna jesienna pogoda:)


W Chynowie przejechaliśmy koło drewnianego kościoła pochodzącego z z XVII w:
Kanałek mijany po drodze w Julianowie :
Samoloty zniżające się do lądowania utwierdzały nas, że jedziemy w dobrym kierunku…
Jak zwykle, także i podczas tej wycieczki nie zabrakło piachowych dróg…
Pod koniec wylądowaliśmy jeszcze  w Zimnych Dołach, gdzie sporo rodzin (zwłaszcza z dziećmi) postanowiło spędzić weekendowy czas.

Zimne Doły znajdują się na terenie Chojnowskiego Parku Krajobrazowego, między Żabieńcem a Zalesiem Górnym.
Jest to popularne miejsce rekreacyjne z miejscami do rozpalania ogniska, placem zabaw dla dzieci, stawami. Można też wspinać się po parku linowym “Małpi Gaj”.
My po krótkim odpoczynku wróciliśmy przez Konstancin i Powsin do domu.

 

Trasa:

Pobieranie

Masa krytyczna śladami Marii Skłodowskiej-Curie [ok. 17 km]

W niedzielę wzięliśmy udział w kolejnej edycji specjalnej Masy Krytycznej. Tym razem Centrum Nauki Kopernik zorganizowało przejazd trasą prowadzącą przez miejsca związane ze słynną polską noblistką, Marią Skłodowską-Curie.

Nie każdy wie, że Skłodowska pochodziła z rodziny najliczniej w historii nagradzanej Noblami – sama otrzymała tę nagrodę najpierw w 1903 r. (razem z mężem Piotrem Curie) w dziedzinie fizyki, następnie w 1911 r. (już samodzielnie) w dziedzinie chemii; Nobla dostała także jej córka Irene oraz dwaj zięciowie – Fryderyk Joliot-Curie i Henri Labouisse. Maria była rodowitą warszawianką, jednak od czasu studiów na Sorbonie mieszkała już do końca życia w Paryżu.

A wracając do masy – start znajdował się przy Centrum Nauki Kopernik, gdzie przy okazji odbywał się piknik naukowy. Były stoiska, w których można było przeprowadzać różne eksperymenty (głównie dzieci miały radochę).
Z kolei na masie odbywał się konkurs na najlepsze przebranie z epoki Marii Skłodowskiej-Curie. Kilka rowerzystek nawet się nieźle ucharakteryzowało…

Tutaj już ustawiamy się na starcie:

Spod Centrum skręciliśmy w ul. Zajęczą, a potem Książęcą dotarliśmy do Placu Trzech Krzyży.
Dalej jechaliśmy Alejami Ujazdowskimi, Piękną, przez Plac Konstytucji do Śniadeckich – w domu pod numerem 8 istniała do czasu II wojny światowej pierwsza w Polsce pracownia radiologiczna otwarta przez Marię Skłodowską-Curie.

Ze Śniadeckich wyjechaliśmy na Plac Politechniki – na uczelni tej Maria była witana z honorami, a w 1926 r. Wydział Fizyki nadał jej tytuł doctora honoris causa. W holu gmachu głównego stoi też (odsłonięty w 2005 r.) pomnik uczonej.
Potem dojechaliśmy (i nawet mieliśmy tu postój) do Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie na Wawelskiej. Dawniej był to Instytut Radowy, pod który noblistka położyła w 1925 r. kamień węgielny i zainicjowała jego budowę. Parę lat później uroczyście go otworzyła i posadziła z tej okazji miłorząb. Ofiarowała także należący do niej gram radu, co było cennym gestem, bowiem wyizolowanie 0,1 g czystego radu wymagało przerobienia kilku ton (sic!) smółki uranowej. Na zdjęciu poniżej Instytut widoczny jest po prawej.
Grójecką dotarliśmy do Placu Zawiszy, a następnie udaliśmy się Alejami Jerozolimskimi do skrzyżowania z Marszałkowską.
Tutaj przed wojną mieścił się Dworzec Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, z którego uczona wyjechała na studia do Paryża, a potem tu wysiadała, podczas swoich podróży do Polski. Dziś w tym miejscu stoi słup z podanymi odległościami do innych miast polskich i europejskich. Niedaleko znajduje się też dworzec Warszawa-Śródmieście.

Marszałkowską przejechaliśmy obok Parku Saskiego. Wiąże się z nim anegdota: stał tu niegdyś (przed nieodbudowanym obecnie Pałacem Saskim) obelisk wystawiony na polecenie cara – ku czci polskich generałów, którzy odmówili udziału w antycarskim powstaniu listopadowym. Polscy patrioci przechodząc tędy przystawali przed pomnikiem i spluwali na napis „Polakom wiernym swojemu monarsze”. Podobno również i Maria Skłodowska-Curie przechodząc tędy nie zapominała o tym rytuale.
Potem przejechaliśmy Elektoralną, Aleją Jana Pawła II do skrzyżowania Karmelickiej i Nowolipek. Tutaj znajdował się ważny punkt na naszej trasie, mianowicie miejsce, gdzie Maria mieszkała wraz z rodziną. Niestety sam budynek uległ zniszczeniu podczas wojny. (Skłodowska urodziła się na ul. Freta 16, ale już po roku od tego wydarzenia rodzina przeprowadziła się na Nowolipki).
Fajną inicjatywą było to, że na masie w miejscach związanych z noblistką stały osoby trzymające banery z krótkimi opisami wyjaśniającymi ów związek, tak jak na zdjęciu poniżej (przy okazji pozdrowienia dla koleżanki ze studiów;)
Następnie ulicą Andersa dotarliśmy do Placu Bankowego i skręciliśmy w Senatorską dojeżdżając do Placu Teatralnego. W Pałacu Jabłonowskim (dawnym Ratuszu) wręczono Skłodowskiej w 1925 r. Dyplom Honorowego Obywatela Warszawy. Wtedy też odczytano akt założenia fundacji tworzącej Instytut Radowy w Warszawie.

Skierowaliśmy się na Krakowskie Przedmieście. Tutaj znajduje się wiele miejsc związanych z noblistką.
W miejscu Centralnej Biblioteki Rolniczej znajdowało się kiedyś Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, z laboratorium naukowym, gdzie Maria wykonywała doświadczenia chemiczne przy okazji przygotowań do egzaminów na Sorbonę. Skłodowska stwierdziła później: „Gdyby mnie w Warszawie dobrze nie nauczyli analizy chemicznej (…) nie wydzieliłabym radu”.

Przy skrzyżowaniu z Karową znajduje się słynny Hotel Bristol, gdzie w Sali Malinowej w 1913 r. został zorganizowany bankiet na cześć Marii Skłodowskiej-Curie. Podobno noblistka podczas przemówień cały czas coś sobie notowała. Potem przyznała się siostrze, że nie słuchała przemówień na jej cześć, lecz rozwiązywała skomplikowane zadanie matematyczne – i była bardzo szczęśliwa, ponieważ udało się jej je rozwiązać.

Z kolei w Hotelu Europejskim też odbyło się jedno ze spotkań z noblistką.

Dalej, przy skwerze Bolesława Prusa mieściło się za czasów Marii Skłodowskiej Żeńskie Gimnazjum, ukończone przez nią ze złotym medalem.

Następny na trasie Uniwersytet Warszawski zaproponował Marii Skłodowskiej-Curie objęcie Katedry Fizyki Eksperymentalnej, jednak uczona nie przyjęła tego stanowiska. Uczestniczyła natomiast na UW w inauguracji roku akademickiego 1921/22, a 3 lata później wygłosiła wykład na temat głównych kierunków współczesnych badań nad promieniotwórczością. Uniwersytet nadał jej wtedy tytuł honorowego Profesora Wydziału Filozoficznego.

W Pałacu Staszica przy Nowym Świecie znajdowało się Towarzystwo Naukowe Warszawskie, którego Skłodowska była Honorowym Członkiem. Maria również tutaj wygłosiła wykład o funkcjonowaniu Instytutu Radowego w Paryżu. W 1997 r. jedną z sal nazwano imieniem dwukrotnej noblistki.

I na koniec naszego przejazdu meta i tradycyjne podnoszenie rowerów:
I jeszcze widok na Centrum Nauki Kopernik z mostu Świętokrzyskiego:

 

Trasa:

Pobieranie

Twierdza Modlin [ok. 94 km]

W sobotę wybraliśmy się na planowaną od dawna wycieczkę do Twierdzy Modlin. Dzień wcześniej dowiedzieliśmy się, że akurat w ten weekend ma być obchodzona rocznica obrony Modlina, z okazji której zrekonstruowane zostaną te wydarzenia. Tym bardziej ucieszyliśmy się z tej historycznej wyprawy…

Jednak na samym początku drogę zagrodził nam szlaban – i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pociąg, który za owym szlabanem przejeżdżał w iście żółwim tempie, kiedy już miał nas minąć – zatrzymywał się i zaczynał cofać… i tak parę razy, przepychając kolejno odczepiane od niego wagony. Po tej wymuszonej przerwie ruszyliśmy w końcu w dalszą drogę.

Przejeżdżając przez Łomianki czekała nas kolejna niespodzianka, historyczna atrakcja w postaci uroczystych przygotowań do mającej się odbyć później rekonstrukcji wielkiej bitwy i szarży ułanów w Łomiankach.

Przeszła wojskowa orkiestra, przygotowywano się do oficjalnych przemówień, przybywało coraz więcej okolicznych mieszkańców… My jednak musieliśmy ruszać w dalszą drogę.

Kawałek dalej przejechaliśmy przez baśniowe miejsce, gdzie można odkrywać ulice imienia swoich ulubionych bohaterów z dzieciństwa (i nie tylko). Oto kilka zdjęć z Dziekanowa Bajkowego:



Dalsza podróż zawiodła nas na niezwykle urokliwe ścieżki, jak np. tutaj – przez aleję, w której można było posłuchać o czym szumią wierzby…
Wkrótce dotarliśmy nad Jezioro Dziekanowskie – czyli starorzecze Wisły, które zmieniło swój kształt po tym jak w latach 50. usypano wały przeciwpowodziowe.
Latem można tu ponoć wypożyczyć różne sprzęty do pływania.
W okolicach Dębiny skręciliśmy w las, aby obejrzeć bunkry, które nasi czytelnicy powinni pamiętać z opisu wycieczki Dżako “Puszcza 2” ;) Podjechaliśmy jednak z innej strony, przez co niestety nie były dobrze widoczne, a przepływający tędy strumyk uniemożliwiał nam podejście bliżej. Nie wspominając już o czyhających na nas komarach…
Kiedy byliśmy już blisko twierdzy – czekała nas jeszcze jedna z wielu mozolnych wspinaczek podczas dzisiejszej wyprawy… musieliśmy wspiąć się na Most Obrońców Modlina 1939.
Po wejściu na most mogliśmy dojrzeć nie tylko zabudowania twierdzy,
ale również obserwować jak Narew łączy się z Wisłą.
Następnie trzeba było zejść w dół…
Do twierdzy próbowaliśmy się dostać od strony zachodniej – nie było to łatwe. Czekały na nas różne rodzaje krzaków, pozarastane ścieżki, ostre zarośla drapiące nogi, powalone drzewa, strome górki, na które ciężko było się wspiąć razem z rowerem, no i oczywiście komary. Dzielnie sobie jednak poradziliśmy i dotarliśmy na miejsce – na ul. Bema.
* Twierdza Modlin to unikatowy zespół budowli obronnych w skali całej Europy. Powstał z inicjatywy samego Napoleona Bonaparte, który decyzję o budowie podjął 1 grudnia 1806 r. (wcześniej, pod koniec XVIII w., na taki pomysł wpadli Rosjanie, ale nie wcielili go w życie). Pierwotnie twierdza miała służyć jako magazyn żywności, jednak szybko jej funkcja się zmieniła. Wielokrotnie stawała w ogniu walk podczas powstań (listopadowego, styczniowego) i wojen. Pierwsza obrona twierdzy przed wojskami rosyjskimi odbyła się w 1813. W późniejszym okresie znalazła się pod panowaniem Rosjan przez 102 lata. Była wielokrotnie rozbudowywana i modernizowana. Pod koniec XX w. w związku z restrukturyzacją Wojska Polskiego jednostki stacjonujące w Twierdzy Modlin zostały rozwiązane albo przeniesione. Obecnie kompleks znajduje się w zasobach Agencji Mienia Wojskowego, jest opuszczony i niestety niszczeje.

Huk wystrzałów doprowadził nas do Reduty Napoleona. Pochodzi ona z czasów Księstwa Warszawskiego i jest jedną z czterech zachowanych tu budowli murowanych. Jest to wieża artyleryjska, na parterze znajdowały się magazyny żywności, wody i amunicji, a pomieszczenia zewnętrzne stanowiły część bojową.

Obywająca się tu rekonstrukcja “Oblężenie Modlina 1813 r” przedstawiała epizody ze starcia pomiędzy wojskami rosyjskimi a broniącymi twierdzy wojskami Napoleona.
Garnizon twierdzy tworzyły mieszane oddziały polskie, francuskie, saskie i wirtemberskie.

Rekonstrukcja robiła wrażenie, szczególnie gdy podeszło się bliżej, koło wybuchającej armaty…

Następnie podjechaliśmy pod pochodzącą z ok. 1900 r. prochownię. Kiedy zaczęto rozbudowywać Twierdzę Modlin, pojawił się problem związany z bezpiecznym przechowywaniem amunicji – właśnie wtedy powstały prochownie. Niektóre zbudowane z cegły modernizowano później betonem. Jak się podaje, w Twierdzy Modlin w okresie powstania listopadowego przechowywano ok. 12 mln ładunków karabinowych i ok. 90 tys kg prochu. Podczas powstania styczniowego zapasów było jeszcze więcej. Na terenie twierdzy również produkowano amunicję.
Naprzeciwko znajdują się budynki mieszkalne podoficerów i oficerów rosyjskich, nazywane “carskimi”, a wybudowane w latach 1897-1903 dla żołnierzy armii rosyjskiej. Posiadają dwie kondygnacje z dekoracjami na wysokości klatek schodowych. Dziś są nadal zamieszkiwane (już nie przez oficerów rosyjskich ;) , ale niestety bardzo zaniedbane.

Na zdjęciu poniżej znajduje się działobitnia Gen. Dehna, powstała w 1839 r. Jest to półokrągła wieża artyleryjska, posiadająca wielkie pole ostrzału (ze względu na fakt, iż postawiono ją na wzniesieniu). Do jej podziemi można było się dostać tunelem od strony magazynu zbożowego (tunel jest odkopany i przeznaczony do zwiedzania!). Obecnie znajduje się tu Muzeum Kampanii Wrześniowej i Twierdzy Modlin.
Jadąc dalej minęliśmy Bramę Poniatowskiego – jedną z dwóch bram zbudowanych w celu wydostania się kilkunastotysięcznej załogi poza obręb twierdzy. Od strony południowej, czyli od koszar, wzbogacona jest kolumnami toskańskimi. Nam niestety nie było dane tym razem ich obejrzeć. W przeszłości do bramy wiódł przez fosę drewniany most.
Kolejna brama to tzw. Brama Północy – jeden z najstarszych obiektów twierdzy, pochodzący z czasów Księstwa Warszawskiego (do dziś zachowała się płaskorzeźba orła Księstwa Warszawskiego – widoczna na zdjęciu poniżej). W tamtych czasach była to jedyna brama twierdzy.
Przejechaliśmy też wzdłuż bardzo ciekawego budynku, mianowicie – koszar obronnych. Rozciągają się one na długości ok. 2250 m., stanowiąc tym samym najdłuższy budynek obronny Europy. Zawierały 800 pomieszczeń, mogących pomieścić ok. 20 tys żołnierzy.
Mają od 2 do 4 kondygnacji i posiadają 3 wieże. Na zdjęciu widać ślady po kulach.
Obok koszar natrafić można na Bramę Dąbrowskiego wybudowaną w podobnym celu co Brama Poniatowskiego. Tak jak w przypadku Bramy Poniatowskiego, także i tutaj wybudowano most nad suchą fosą, aby umożliwić żołnierzom wydostanie się na zewnątrz. Most był drewniany na ceglanych filarach, które zachowały się do dzisiaj. Co ciekawe, ów most wchodził w łuk, aby pomagać w obronie przed ogniem artyleryjskim przeciwnika.
Na koniec podjechaliśmy jeszcze do dawnej stacji gołębi pocztowych (gołębie wykorzystywano do przesyłania meldunków). Budynek posiada metalowe pręty na których siadały ptaki – jednak jest tak zarośnięty, że niewiele można zobaczyć (zwłaszcza jak dodatkowo atakuje Was stado wygłodniałych komarów).
Wracając z Modlina, z mostu na Narwii widzieliśmy jeszcze ruiny spichlerza. Wybudowano go w 1844 r. Oprócz funkcji magazynowych, pełnił także te obronne. Zaprojektowany przez polskiego architekta – Jana Jakuba Gaya (autora m.in. papierni w Konstancinie, którą już przedstawialiśmy na naszym blogu), uważany był za najpiękniejszy gmach Królestwa Polskiego.
Nie udało nam się obejrzeć wszystkich budynków Twierdzy Modlin (zostało nam na następny raz np. Kasyno Oficerskie, Wieża Wodna, Czerwona i Biała czy Cmentarz Wojenny). Jest to ogromny teren, w dodatku bardzo zaniedbany i zarośnięty. Nie wszystkie obiekty są niestety dostępne. Mimo, że teren posiada wielki potencjał, w mediach można co jakiś czas usłyszeć o kłopotach ze sprzedażą twierdzy. Pomimo podejmowania kolejnych prób sprzedaży i obniżania cen – nikt nie chce jej kupić (Twierdzę chciałaby przejąć gmina Nowy Dwór Mazowiecki, jednak chciałaby to zrobić za darmo, na co nie chce się zgodzić Agencja Mienia Wojskowego). Prób już podejmowano bodajże 7, a cena wywoławcza została ostatnio obniżona o 70% wartości.

Powrót z naszej wycieczki był bardzo przyjemny – przejechaliśmy przez Chotomów i Legionowo, gdzie wpadliśmy na obiad. Następnie obejrzeliśmy sobie ładne domki na Białołęce Dworskiej i wjechaliśmy na ścieżkę wiodącą przez las. Przebiliśmy się przez Kanał Żerański i dotarliśmy na Bródno, skąd Mostem Gdańskim dojechaliśmy do metra, no i do domu!

 

Trasa:

Pobieranie